wtorek, 9 października 2018

Zatkany komin, czyli „biały dym”, właściwie siwy.

Trzy lata temu opisywałem mieszkanie pełne białego dymu. Podejrzewając Nieznanych Sprawców o próbę zatrucia. Później kilka razy zdarzyło się, że miałem w mieszkaniu pełno dymu. Kiedy dzisiaj wychodziłem z domu i rozpocząłem żmudny i często wielokrotny proces sprawdzania, zobaczyłem jak spod szafki kuchennej wydobywa się siwy dym. Niewątpliwie z komina! Wyszedłem na zewnątrz i niczego nie zobaczyłem. Wróciłem do mieszkania a dymu coraz więcej. Pootwierałem okna, przebrałem się i poszedłem do piwnicy oczyścić komin z sadzy. Trzy i pół wiaderka.

A najciekawsze to były cegły, którymi zatkano komin!

Cegły zostawiłem na zewnątrz. Przewód kominowy trzeba przeczyścić i musi to zrobić kominiarz. Z dachu!


Nic mnie się teraz nie chce tworzyć. Dziwnie się czuję. Może jednak ten dym z komina.

środa, 3 stycznia 2018

Zostałem pobity w święta w domu.

25 grudnia Wrocław, około 18.45
Po powrocie z miasta rozpaliłem w piecu kaflowym. Kiedy sprawdziłem jak się pali usłyszałem jakieś wulgarne wyzwiska i łomot do drzwi. Wejście do mieszkania prowadzi bezpośrednio z zewnątrz. To nietypowy budynek. Po chwili ktoś szybko dzwoni. Mając w głowie, fakt agentury policyjnej w mieszkaniu nad moim oraz w po drugiej stronie ulicy niczego nie obawiając się otworzyłem drzwi. Na pierwszym planie był rosły mężczyzna z dziwnym wyrazem twarzy, w którym rozpoznałem byłego sąsiada. Za nim stał mężczyzna, który był spokrewniony z konkubiną tegoż byłego sąsiada. Usłyszałem wulgarną groźbę pobicia, wcieloną w życie. Agresor jest mężczyzną około 40, znacznie wyższym i silniejszym ode mnie. Nie miałem większych szans. Pod gradem ciosem wylądowałem na czworakach w kuchni. Przez krótką chwilę pojawił się rozpaczliwy sygnał, że przecież jestem pod stałą policyjną obserwacją. Po cywilnemu, ale jednak. Musiałem stracić na chwilę przytomność od ciosów w głowę. Kiedy na czworakach poczułem na sobie napastnika jak kładzie się  na mnie, przemknęła mi myśl, że chce mnie zgwałcić. To mnie zmobilizowało, podciągnąłem nogi pod siebie podniosłem się tak, że rzuciło napastnika na meble kuchenne. Wtedy atak się zakończył. 
W tym czasie drugi mężczyzna dwukrotnie powtórzył: Mariusz! Wystarczy. Imię napastnika nie ma znaczenia. To było pod publiczkę. Na potrzeby nagrań.
Czy miało dojść do gwałtu uwiecznionego na zdjęciach?
Kiedy napastnicy opuścili mieszkanie szybko oceniłem sytuację. W piecu się paliło. Na to czekali agresorzy. Mając doświadczenie w paleniu w piecu kaflowym, mogłem opuścić mieszkanie. Nie mam telefonu. O sąsiadach nie pomyślałem. Pobicie było lekkie. Nie doznałem jakiś znaczących obrażeń. Bolała mnie głowa i ramiona, ale poza tym nic poważnego. Kiedy przebierałem się w drugim pokoju usłyszałem wulgarną groźbę: Ty chuju! Czekam tu na ciebie! Dokończyłem przebierać się i wyszedłem.
 Nikogo nie było. 
W Polsce to był pierwszy dzień świąt. Właściwy komisariat jest tak odległy, że zajęłoby mi, co najmniej godzinę dotarcie komunikacją miejską. Postanowiłem udać się na pieszo do komisariatu przy Grabiszyńskiej. Około dwudziestu minut na pieszo. Po drodze rozmyślałem  nad zdarzeniem. Napastników było dwóch a ja jeden. Większych szans nie miałem, zgłaszając fakt pobicia. Oni to „porządni obywatele” a ja jestem człowiekiem z marginesu społecznego. Liczyło się zgłoszenie osobiste do najbliższego komisariatu policji. 
Na miejscu minęło kilka minut nim zdecydowano się przyjąć ode mnie zgłoszenie, mimo, że to nie ich rejon. Policjant przyjmując mnie przy okienku zapytał czy nie potrzebuję pomocy lekarskiej. Będąc w szoku stwierdziłem, że nie. Później dwóch funkcjonariuszy w mundurach opuściło komendę i w tym samym momencie pojawił się policjant po cywilnemu, który przesłuchał mnie.
W trakcie przesłuchania, które odbyło przy otwartych drzwiach, policjant próbował wmówić mi, że powinienem wyjaśnić motywy napaści. Nie dałem się wpuścić w taką interpretację zdarzeń. Kilkakrotnie stanowczo stwierdzałem, że liczy się wtargnięcie do mieszkania i pobicie mnie. Kwestia motywacji to sprawa policji. Policjant nie dawał za wygraną i podchwytliwie, zapewniając, że kiedy aresztuje napastnika musi znać motywy. Nie dałem się wpuścić w ten tok przesłuchania. Byłem wstrząśnięty pobiciem, ale nie do tego stopnia, żebym usprawiedliwiał napastników.
Na moje sugestie dotyczące badania lekarskiego policjant, stwierdził, że przecież na początku powiedziałem, że nic groźnego się nie stało. Dodając, że mogę pojechać na pogotowie, obdukcja sądowa jest płatna. Darowałem sobie stratę czasu. Jak nie chcą podjąć śledztwa to żadna obdukcja mi nie pomoże. W sytuacji, kiedy nie ma ciężkiego pobicia. Sam się przecież zgłosiłem do komisariatu.
Wobec tego podpisałem to, co przedłożył mi przesłuchujący policjant. Łącznie z dokumentem In blanco dotyczącym oględzin czegoś tam.
I od tamtego czasu: NIC!
Śledztwa się nie spodziewam. Pieniędzy żadnych nie otrzymałem. Sprawcy są znani.
Czy twierdzenie o policyjnym pobiciu rękami Nieznanych Znanych Sprawców jest uprawnione?
Policjant indagował mnie na okoliczność zatargu sąsiedzkiego. Nie dałem się w to wpuścić. Liczył sie fakt wtargnięcia i pobicia.
Ostatnio mówiłem trochę o wypadku Roberta Kubicy w Rondodi Andora i o tym, że według mnie była to próba zabójstwa. Również o tajemniczej śmierci policjanta na Dolnym Śląsku.
Więcej na ten temat nie będę się rozwodził. Nic od tamtego zdarzenia się nie zdarzyło. Żadnych przesłuchań. I żadnych pieniędzy. Proszę bardzo.

Już niedługo skończę 55 lat, ale to jakaś dzicz tutaj powstaje.

środa, 27 grudnia 2017

Zostałem pobity w święta.W domu.

Przed południem zostałem znów zdalnie pobity. Oznacza to, że odczuwałem ból różnych części ciała. Dopóki nie opuściłem mieszkania. I to mnie tak wyprowadziło z równowagi, że niedługo to zakończę. 

 W świąteczny poniedziałek, wieczorem, doszło do wtargnięcia do mojego mieszkania. Dwóch mężczyzn. Jeden bił. Drugi dokumentował. Zostałem lekko pobity. 
Zawiadomiłem najbliższy posterunek policji. Nie spodziewam się śledztwa. Nie chce mnie się rozwijać tego tematu.


Reszta jest bez zmian. Zmienia się tylko charakter terroru.

Śmierć policjanta na Dolnym Śląsku. Krótko. Po czasie.

Ta wiadomość napisałem następnego dnia, ale była częścią wielowątkowej wiadomości i nie umiesciłem na blogu.

Śmierć policjanta wydaje mi się intrygą szytą grubymi nićmi. Z jednej strony są służby, którym zależy na obniżeniu wieku emerytalnego i przymknięciu oczu na machlojki. Z drugiej strony rząd, któremu zależy na władzy. 

piątek, 20 października 2017

Wrocław – budżet. I moje myśli.

Jestem pod wrażeniem. Budżet Wrocławia  przekroczył 4 miliardy.
A ja, kiedy ostatnio zdenerwowałem się i przeszedłem do Oporowa obejrzałem teren pod liniami energetycznymi, który jest zaniedbany. Mój pomysł na ten teren i życie to w sumie niewielkie pieniądze. 
A tutaj w bibliotece w centrum miasta zorganizowano spotkanie. Z powodu spotkania zamknęli Internet.

Żal prostych słów.

Jestem cukrzykiem i już niedługo skończę 55 lat. Za dwa miesiące z okładem. I myślę, co by tu sensownie przy takiej ilości, w sumie łatwych i niewielkich pieniędzy robić. Przy odrobinie dobrej woli innych. 


Pasieki można by było tam postawić. I ten tego…

Powiesili komunikat. 10 listopada wolnym dniem. Ponieważ 11 listopada to święto. 
Zdumiewające. Raczej oszczędzają.

piątek, 22 września 2017

Stadiony a socjalne budownictwo.

Przed mistrzostwami Europy w Polsce wybudowano stadiony piłkarskie. W Warszawie powstał kryty stadion narodowy. Co ja ze swej strony zawsze postulowałem. I ten stadion zarabia na siebie. Z innymi jest różnie. W 2008 roku władze Warszawy przyznały dotację na remont stadionu Legii. We Wrocławiu wybudowano stadion za około miliard złotych.

A czy podobne kwoty zostały wydane na nowoczesne budownictwo socjalne?!
Śmiech na sali, czyż nie tak?
Czy tylko u nas?
Tak jakby polska klasa polityczna nie czytała Przedwiośnia Żeromskiego.

A gdyby tak się zastanowić nad korzyściami nowego budownictwa socjalnego, to, która inwestycja szybciej się zwróci i zacznie zarabiać na siebie?

Na przykładzie Wrocławia.

Stadion za miliard czy inwestycje w nowoczesne budownictwo socjalne?

Inwestycja w budownictwo socjalne oznacza przeprowadzkę ze starego budownictwa do nowego i możliwość zburzenia starych kamienic.

I tyle.

Mam 54 lata. Jestem cukrzykiem. Dzięki krwiodawstwu(38 litrów) jeszcze jako tako wyglądam. Ale terror, jakiemu jestem codziennie poddawany rujnuje mi zdrowie w przyśpieszonym tempie. Dewastuje mi psychikę. 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Agent Bundyk i wyznawcy świętego Kornika Drukarza.

Siedziba agencji do spraw mniej lub bardziej śmiesznych. Nazywają ich Gangiem Olsena. Oni się tym zupełnie nie przejmują. Mają swoją misję.
-Agent Bundyk! Licencja 0007/63 i coś tam jeszcze.
-Łamane przez viagrę! – Zachichotała sekretarka Mania Pełna.
-Wyruszacie w tajną misją śledzenia wyznawców świętego Kornika Drukarza!
-Nie! Tylko nie to! – Krzyknął Alfred.
-Musicie. Kilku agentów przeszło na ich stronę. Sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Żeby i wam się to nie przytrafiło unieruchomimy was. O wszystkim dowiecie się na miejscu.

Puszcza Białowieska. Obóz wyznawców Świętego Kornika Drukarza.

Agent Bundyk siedział wewnątrz starego dębu. W sporej odległości od głównego placu. Wyposażony w sprzęt podsłuchowy mógł słyszeć wszystko bez przeszkód. Doskwierała mu ciasnota. Służba nie drużba. Słuchał.
Prorok wystąpił na scenę:
-Witajcie wyznawcy świętego Kornika Drukarza. Zaczniemy od modlitwy.
-Święty korniku drukarzu! Módl się za nami!
I tak trwało to trwało. W pewnym momencie zaczął przejeżdżać samochód z drewnem.
-Śledzić go! – Krzyknął prorok. – Grupa pościgowa do boju. I niech każdy kawałek drewna ze świętym kornikiem zostanie odnotowany. Niech wszyscy wiedzą, że to jest święte drewno!
Na te słowa odezwała się delegacja Hare Kriszna, zmieniając nieco tekst:
-Kornik Drukarz kornik drukarz
Kornik Kriszna Hare Hare
Spotkało się to z aplauzem wyznawców.
I co ja tu robię pomyślał Alfred. W tym momencie jakiś pies osikał drzewo, w którym ukrywał się nasz bohater. Przy okazji mocząc mu buty. Niedoskonała ochrona – pomyślał wściekły agent specjalny Bundyk.


Na razie to tyle przygód Agenta Bundyka i wyznawców świętego kornika drukarza.