Ćwiczenia z przepisywania, wklepywania i zapamiętywania.
Skończyłem 63 lata i ćwiczenia, oprócz funkcji poznawczych, pozwalają mi
zachować jako taką sprawność umysłową. Zdjęcie z 1945.
Nimitz na wojnie. Od Pearl Harbor do Zatoki Tokijskiej
Przejęcie dowodzenia ciąg dalszy
Kiedy jednak zaczynał przemawiać, początkowe wrażenie surowości
znikało. Przede wszystkim mówił delikatnym głosem, niekiedy tak cichym,
że ludzie musieli pochylić się w jego stronę, by go słyszeć. Poza tym od
razu było widać, że jest szczerze zainteresowany, co ludzie mają do
powiedzenia. Gdy spotkał się z przedstawicielami sztabu po raz pierwszy
jego instynktowna empatia stała się dla wszystkich oczywista. Wielu
spodziewało się, że będzie łajał ich za błędy popełnione 7 grudnia. Inni uważali, że tak jak Kimmel zostaną zwolnieni. Nimitz jednak uścisnął każdemu z nich dłoń, spojrzał w prosto w oczy i cichym głosem poprosił o pomoc. Oświadczył, że stanowisko dowódcze było dla niego czymś nowym i będzie korzystał z ich wsparcia, tak aby wspólnie zdołali wyjść z bieżącej sytuacji i wygrać wojnę. "Mam pełne zaufanie do panów umiejętności i osądu" - powiedział. Szczególnym darem Nimitza była zdolność natchnienia innych wiarą, że są w stanie odnieść sukces. Jeden ze starszych oficerów przyznał później, że poczuł się, jakby ktoś otworzył okno w bardzo zatłoczonym pomieszczeniu. Było to działanie nie tylko podnoszące morale, ale także zwyczajnie rozsądne, ponieważ wymiana całego sztabu niechybnie doprowadziłaby do jeszcze większego zamieszania. Mimo wszystko był to pierwszy przykład tego, że Nimitz, jak stwierdził jeden z jego wieloletnich przyjaciół, "wiedział, jak rozmawiać z ludźmi".
Gdy był jeszcze kadetem, koledzy z Akademii scharakteryzowali go jako "spokojnego i opanowanego". Trzydzieści lat później jeden z admirałów opisał go niemal tymi samymi słowami: "typ człowieka spokojnego i opanowanego, który nigdy nie okazuje, że jest zestresowany bądź zdenerwowany". Nawet w najtrudniejszych momentach nie okazywał lęku. Jeśli był czymś zaniepokojony, nie dawał tego po sobie poznać. "Nigdy nie widziałem, aby admirał był podenerwowany - wspominał po latach inny oficer. - Nigdy nie widziałem, aby się złościł". Tylko czasami sprowokowanemu Nimitzowi zdarzało się wyrażać wyjątkowe zainteresowanie jakimś tematem, krzyczał wtedy" "A to co dopiero!"
Koniec odcinka
Ciąg dalszy



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz